Pamiętacie Izę? Zmagając się z chorobą nowotworową, dzielnie wspierała Nas podczas "Czarnego Tygodnia" oraz pozostałych działań protestacyjnych. Otrzymała wtedy od Was ogrom życzliwości i gestów wsparcia. Iza walczy nadal i poprosiła Nas, by mogła na stronie Federacji podzielić się swoją historią i przesłaniem dla pracowników pomocy społecznej. Postanowiliśmy spełnić jej prośbę i opublikowac w całości nadesłany list.

 

PRZERWANE MILCZENIE


Moi kochani…

Zbieram się od jakiegoś czasu do napisania tych kilku słów, jednak wiem, że nie będzie ich kilka a naście razy więcej… I wiem, ile obudzi to we mnie emocji i żalu, ale muszę…

Kiedy sięgam pamięcią do października ubiegłego roku przypominam sobie ten czas, tak ważny dla Nas, pracowników pomocy społecznej. To był Czarny Tydzień. Pomimo, że nie mogłam być fizycznie z Wami, to udało mi się pokazać swoją solidarność z całą społecznością i środowiskiem pracowników pomocy społecznej. To był dla Nas czas akcji protestacyjnej, a dla mojej osoby realizował się „mój czarny scenariusz”- moja walka o życie, godność i uczciwość; brak dialogu, odwagi i empatii tych, którzy od nas jej wymagają…- takie oto hasła znalazły się obok mojej osoby na zdjęciu. Nie bez przyczyny… to było pewnego rodzaju wołanie o pomoc, o coś, o reakcję, której jednak nie było.

Dokładnie rok temu, w lipcu, wszystko się zaczęło. Był to czas mojego urlopu, z którego już nie wróciłam do pracy. Ruszyła machina… badania, diagnozy, konsultacje. I wiecie, świadomość pracy w instytucji pomocowej powinna dawać jakiś wewnętrzny spokój i wiarę, „powinna”, bo przecież pomagamy…Jednak zderzenie z rzeczywistością nastąpiło bardzo szybko i było bardzo bolesne.


Stąd mój apel- nie bójcie się walczyć o swoje! O godną płacę, o bezpieczne warunki pracy, o swoją godność. Ponieważ życie pisze nieprzewidywalne scenariusze i pewnego dnia może się okazać, że nie jesteście w stanie żyć, tak po prostu, że pomniejszona pensja oznacza wegetację i konieczność dokonywania wyborów, trudnych wyborów. Wtedy uświadomicie sobie, że przecież nie powinno tak być, że pracując, brakuje na podstawowe potrzeby, a powinno wystarczyć na godne życie i leczenie.


Patrząc na dziecko zdacie sobie sprawę, że musicie żyć i dawać radę, pomimo wszystko i wbrew wszystkiemu. Bo przykład idzie z góry… więc kolejne postanowienie to walka o siebie i swoją godność. I myślę, że nie ma tu co owijać w bawełnę. Pierwsze tygodnie badań i oczekiwania na diagnozę pokazało przykrą prawdę.. jedyną troską pracodawcy okazało się skierowanie do ZUS wniosku o kontrole mojej osoby… Tylko szkoda, że nikt nie pofatygował się tak po prostu zadzwonić i zapytać.. Co się dzieje? Przez 10 lat pracy byłam na zwolnieniu 3 lub 4 razy. Chyba za dużo, skoro zachodziło podejrzenie jakiś „nieprawidłowości”. A potem długie milczenie, aż po dzisiejszy dzień, brak dialogu, odwagi i empatii tych, którzy od nas jej wymagają… I to upokarzające proszenie o pomoc, jak żebranie. Pisanie o zasiłki, bo przecież regulamin funduszu socjalnego nie przewiduje takich sytuacji, a zmiany trwają, bo po co się spieszyć…


W akcie desperacji zwróciłam się do władz nadrzędnych ( pismo dotyczyło mojej sytuacji, nie tylko aktualnej), ale cóż, pracownik podrzędnej jednostki nie jest ważny. Łatwiej było przekazać pismo temu, kogo dotyczyło , czyli do rąk dyrekcji! Ech, przykre, mała społeczność, gdzie trudno o anonimowość, a jednak można stać się niewidocznym i niepotrzebnym pionkiem.


Dlatego wiem, że jeśli My sami nie zawalczymy i nie zadbamy o siebie, to nikt za nas tego nie zrobi! Walczmy więc o swoje! W jedności siła, a My pracownicy pomocy społecznej ją mamy.
Ja, z tego miejsca, dziękuję Wam wszystkim, osobiście znanym i nieznanym za wsparcie i słowa otuchy, które dotarły do mnie chyba ze wszystkich stron, zarówno od osób prywatnych jak i całych zespołów instytucji pomocowych. Mojej rodzinie, współpracownikom, bliższym i dalszym znajomym i nieznajomym dziękuję za okazaną pomoc i wszelkiego rodzaju wsparcie i ogromną empatię. Daliście mi siłę i wiarę w dobro.

To był trudny rok. Ja i mój piętnastoletni syn musieliśmy przeorganizować nasze codzienne życie. Ja musiałam zwolnić, syn musiał dojrzeć. To mój główny filar oparcia, moja największa motywacja. Nauczyliśmy się żyć od nowa. Ja, mój syn autysta i nieproszony gość w mojej głowie. Guz niestety okazał się większym twardzielem, niż myślałam, ale ja jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa i na pewno tak łatwo się nie poddam. Dlatego walczę. Doceniam i szanuję każdy dzień i każdą chwilę. I nigdy nie zapomnę, kiedy pierwszy raz w życiu poczułam radość z tego, że wiatr potargał mi włosy. Zrozumiałam, że skoro czuję to żyję. I będę, bo chcę, bo muszę. Przecież chcę jeszcze zrobić tyle rzeczy ..
Ten czas pozwolił mi przekonać się, że dobro wraca. Zbieram tego owoce. A każdemu życzę, żeby zebrał plon tego, co sieje…
Ja spokojnie poczekam, mam czas, nigdzie się nie wybieram.. I w końcu głęboko skrywane w szufladzie i w głowie „Życie po (nie)życiu” ujrzy światło dzienne..

Nazywam się Izabela Bajor, mam 44 lata, jestem pracownikiem socjalnym w Ośrodku Pomocy Społecznej. Popieram Protest Pracowników Pomocy Społecznej.

 

Ostatnie multimedia

Relacja online

[INFO] Włącz się w Strajk

Partnerzy

Polecamy

  

FORUMpup